W duchu Kwiatkowskiego. Debata o Gdyni na 100-lecie miasta
Chwytliwy, prowokacyjny, ale i nieco przewrotny tytuł „Czy Kwiatkowski byłby zadowolony z dzisiejszej Gdyni?" przyciągnął na debatę do budynku Gdynia Waterfront przy ul. Waszyngtona prawdziwy tłum. I jak to bywa w tego typu żywych dyskusjach, zaproszeni goście nie ograniczyli się tylko do rozmów o historii czy teraźniejszości miasta, ale wybiegali daleko w jego przyszłość.
Fundacja Przystań, która była organizatorem wydarzenia, zaprosiła do rozmowy o modernistycznym micie miasta, jego dziedzictwie i o tym, czy dawne wizje przyszłości są dziś jeszcze aktualne, wiceprezydenta Gdyni Macieja Zielonkę, historyka sztuki Jacka Friedricha oraz architekta i pisarza Grzegorza Piątka. Spotkanie prowadziła dziennikarka i reportażystka Aleksandra Boćkowska, autorka książki „Gdynia. Pierwsza w Polsce”.
Jak zaszczepić morskość
Debatę, zgodnie z jej tytułem, zdominowała postać Eugeniusza Kwiatkowskiego, przedwojennego wicepremiera i ministra, którego działalność przyspieszyła budowę polskiego portu oraz miasta Gdyni.
Inżynier Kwiatkowski patrzył na rozwój gospodarczy całego kraju, łączył to w system, Centralny Okręg Przemysłowy, Górnośląski Okręg Przemysłowy, przemysł chemiczny, połączenia kolejowe, rozbudowa sieci transportowej, handel zagraniczny. Patrzył jednak szeroko na gospodarkę morską. Bo to nie była tylko budowa portu, ale również rozwój floty. Dzięki dokonaniom inżyniera Kwiatkowskiego mieliśmy transatlantyki, które pływały do Nowego Jorku, więc to pokazuje, że on patrzył na to, jak na cały system gospodarczy – zaczął Maciej Zielonka, wiceprezydent Gdyni.
Jego zdaniem wcześniej w Polsce nie było kultury gospodarki morskiej. Dopiero Eugeniusz Kwiatkowski musiał ją zaszczepić w narodzie.
Był, że tak to nazwę, propagadorem morskości. Z jednej strony był inżynierem, ekonomistą, potrafił liczyć, ale z drugiej strony umiał wzbudzać w ludziach pozytywne emocje, skłaniał do działań, napędzał to wszystko. Inżynier Tadeusz Wenda był tym, który budował i technikiem, ale ktoś musiał przekonać posłów do tego, że warto zainwestować, i Kwiatkowski był w tym doskonały – wyjaśnił wiceprezydent Maciej Zielonka.
Gdynia czyli sprawa życia i śmierci
Rozmawiając o czasach przedwojennych w trakcie debaty usłyszeliśmy, że początkowo w planie regionalnym port Gdynia został zaplanowany aż do Rewy, czyli jego skala mogłaby być podobna do tak wielkich portów jak Hamburg czy Rotterdam. Sami rozmówcy jednak przyznali, że mogły się spełnić także pesymistyczne scenariusze.
Gdyni być może nigdy by nie było, gdyby nie to, że w 1920 roku Polska wykrwawiała się na froncie wojny polsko-bolszewickiej, bo dostawy broni drogą morską dla Polski były blokowane w porcie w ówczesnym Wolnym Mieście Gdańsku i to z dwóch powodów: po pierwsze Niemcom nie zależało, aby Polska zwyciężała, a po drugie zrewolucjonizowani czerwoni portowcy też nie chcieli tuczyć pańskiej Polski bronią, która będzie kierowana na front walki z ojczyzną światowego proletariatu . To była taka bardzo oczywista wskazówka, że jak nie będziemy mieli własnego portu, to zostaniemy zaduszeni w sposób dosłowny. To była sprawa życia i śmierci – powiedział prof. Jacek Friedrich, historyk sztuki.
Debata pt. „Czy Kwiatkowski byłby zadowolony z dzisiejszej Gdyni?" Na zdjęciu od lewej: Aleksandra Boćkowska, Jacek Friedrich, wiceprezydent Maciej Zielonka i Grzegorz Piątek (fot. Waldemar Ulanowski)
Na mnie ogromne wrażenie zrobiła bardzo ważna liczba – w 1939 roku 50 procent polskiego handlu zagranicznego szło przez Gdynię. I to jest też ta sprawa życia i śmierci. Przecież wtedy mieliśmy tak bardzo wrogie granice ze wszystkimi, czyli z Niemcami, Związkiem Sowieckim, Litwą, Czechosłowacją, oprócz Rumunii i może jeszcze Łotwy, co oznacza, że były tylko takie trzy, razem z Gdynią, małe okna na świat – dodał Grzegorz Piątek, autor książki „Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939”.
Jaka miasto w przyszłości?
Debata przechodziła dość płynnie z tematów historycznych do teraźniejszych, ale i wybiegających w przyszłość. Rozmówcy zastanawiali się m.in. nad tym, jak pogodzić ambicje miasta do współistnienia w metropolii, przypominając, że Gdynia powstała jako miasto portowe w opozycji do Gdańska.
Nie ma co ukrywać, że u nas antagonizmy, choćby na poziomie klubów piłkarskich, są silne i myślę, że było dużo rywalizacji między Gdynią i Gdańskiem, część była zdrowa, natomiast niektóre sprawy były niepotrzebne. Ukuto kiedyś tezę, że Gdynia może być aglomeracją, metropolią z niezależnym lotniskiem, nie biorąc pod uwagę sąsiedztwa Gdańska. A jednak procesy metropolizacji, takiej naszej konurbacji, aglomeracji policentrycznej, będą prowadziły do tego, że jesteśmy jednak jednym ośrodkiem gospodarczym. Na Gdynię i Gdańsk inwewstorzy z zewnątrz, szczególnie z zagranicy, patrzą jak na jeden ośrodek, więc ten proces metropolizacji, który skończył się niedawno ustawą, jest nieuchronny – powiedział wiceprezydent Gdyni Maciej Zielonka.
Zapytany o to, o jakiej Gdyni marzy, odpowiedział:
Marzę o normalnej Gdyni, dla każdego, gdzie nie stracimy mieszkańców, ale będziemy ich zyskiwać. Myślę, że 250-300 tysięcy to jest realna liczba mieszkańców, których Gdynia potrzebuje. Poza tym marzy mi się, że praca w portach to będzie wielka duma, tak jak na przykład dzisiaj pracuje się w stoczni Marynarki Wojennej przy nowoczesnych projektach – podsumował wiceprezydent Zielonka.