Wrak, którego miało już nie być. Niezwykłe odkrycie nurków w Zatoce Puckiej
Miał zostać wydobyty i zezłomowany. Tymczasem po ponad 80 latach nurkowie odnaleźli na dnie Zatoki Puckiej pozostałości jednostki, którą najprawdopodobniej jest ORP „Gdynia” – polski statek zatopiony przez niemieckie lotnictwo 2 września 1939 roku. Wśród zachowanych fragmentów znajduje się duże koło sterowe wraz z kolumną. Odkrycie grupy Baltictech przywraca pamięć o tragedii z pierwszych dni wojny na Wybrzeżu, a także o kapitanie Stanisławie Kosce, przedwojennym dyrektorze Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. Kulisy poszukiwań i historię zatopionego okrętu będzie można poznać już w poniedziałek, 26 października, podczas specjalnego spotkania w Muzeum Marynarki Wojennej.
Bałtyk jest dużym cmentarzyskiem. Na dnie Zatoki Gdańskiej spoczywają setki wraków. Są wśród nich pozostałości jednostek niemieckich, rosyjskich, szwedzkich czy brytyjskich. Śladów po statkach i okrętach polskiej bandery jest znacznie mniej. Dlatego każde takie znalezisko budzi szczególne zainteresowanie. Tym razem odkrycie okazało się tym bardziej zaskakujące, że dokonano go zaledwie kilka kilometrów od brzegu, na stosunkowo niewielkiej głębokości.
A zaczęło się od dokumentów, które sugerowały, że na dnie Bałtyku nie ma już czego szukać.
Poszukiwanie wraku odbywało się niedalego od brzegu (fot. Tomasz Stachura)
Stary dokument, niepozorny ślad i wielkie zaskoczenie
Nurkowie z grupy Baltictech, kierowanej przez Tomasza Stachurę, analizowali archiwalne zapisy Polskiego Ratownictwa Okrętowego. Dotyczyły one powojennych prac przy wrakach, które wydobywano lub rozbierano z przeznaczeniem na złom. Wśród nich figurował ORP „Gdynia” zatopiony w pierwszych dniach września 1939 roku.
Według dokumentacji wrak został wydobyty. Jednak około 100 metrów od wskazanej na mapie w archiwach pozycji znajdowało się oznaczenie niezidentyfikowanych pozostałości. Nurkowie postanowili sprawdzić, co kryje się w tym miejscu.
Pod wodą czekało na nich niezwykłe znalezisko.
Postanowiliśmy sprawdzić to miejsce – relacjonuje Tomasz Stachura. – Pod wodą czekała na nas niespodzianka – zachowany fragment konstrukcji statku, a w jego centralnej części duże koło sterowe. Dodatkową wskazówką pozwalającą powiązać znalezisko z polską jednostką, okazały się napisy w języku polskim na elemencie rewizji pokładowej.W połączeniu z położeniem wraku stały się ważną wskazówką, że odnalezione pozostałości mogą należeć do ORP „Gdynia”. Wygląda więc na to, że powojenna rozbiórka jednostki nie była całkowita. Część statku przetrwała na dnie przez ponad osiem dekad, czekając na ponowne odkrycie.
Nurkowie w trakcie poszukiwań (fot. Tomasz Stachura)
Z turystycznego pokładu na wojenny front
Historia ORP „Gdynia” zaczęła się w zupełnie innych okolicznościach. W latach 20. ubiegłego wieku Polska z rozmachem budowała swoją obecność nad Bałtykiem. Powstawał gdyński port, rozwijała się żegluga, a morze stawało się coraz bardziej dostępne również dla turystów.W 1926 roku, z inicjatywy polskich władz, w gdańskiej stoczni Danziger Werft zamówiono dwa parowce pasażerskie – „Gdynię” i „Gdańsk”. Zbudowane rok później jednostki służyły rozwijającej się żegludze turystycznej. Zabierały pasażerów w rejsy, pozwalając im poznawać Bałtyk i podziwiać wybrzeże od strony morza.
Fotografia ze zbiorów muzealnych
Przez ponad dekadę należały do pokojowego krajobrazu polskiego Wybrzeża. Wszystko zmieniło się pod koniec sierpnia 1939 roku.
W obliczu zbliżającego się konfliktu oba statki zostały zmobilizowane do służby w Marynarce Wojennej. 28 sierpnia „Gdynia” znalazła się pod dowództwem kapitana żeglugi wielkiej Stanisława Koski, dyrektora Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni.
Kilka dni później wybuchła wojna.
2 września 1939 roku. Tragedia na Zatoce Puckiej
ORP „Gdynia” pełnił funkcję nieuzbrojonego okrętu bazowego dla Oddziału Kutrów Trałowych. 2 września 1939 roku stał na kotwicy na południe od Jastarni. Na pokładzie przebywało około stu osób, wśród nich marynarze rezerwiści oczekujący na przydział do swoich jednostek.
W drugim dniu wojny okręt stał się celem niemieckiego lotnictwa. Samoloty Luftwaffe zbombardowały jednostkę, a następnie ostrzelały ją z broni pokładowej. ORP „Gdynia” zatonął.
Bilans ataku był tragiczny. Życie straciło ponad 30 osób. Dokładna liczba ofiar pozostaje niepewna, a w opracowaniach historycznych pojawiają się różne szacunki.
Ciężko ranny został także dowódca okrętu Stanisław Kosko. Przewieziono go do gdyńskiego szpitala, gdzie zmarł 8 września 1939 roku, sześć dni po nalocie.
Kosko był jedną z ważnych postaci polskiego szkolnictwa morskiego. Jako dyrektor Państwowej Szkoły Morskiej kształcił przyszłe kadry marynarskie i współtworzył fundamenty polskiej gospodarki morskiej. W sierpniu 1939 roku, wobec zagrożenia wojną, podjął służbę w Marynarce Wojennej.
Dziś jego nazwisko można odnaleźć na mapie Gdyni. Upamiętniają go między innymi ulica i placówka oświatowa. Historia zatopionego statku przypomina jednak nie tylko o zawodowych dokonaniach kapitana, ale też o dramatycznym zakończeniu jego życia.
Nie mniej niezwykłe były losy jego żony Jadwigi Titz-Kosko. Lekarka, uczestniczka Powstania Warszawskiego, po wojnie poświęciła się reumatologii oraz opiece nad osobami przewlekle chorymi. Jej wielkim osiągnięciem było powstanie na gdyńskim Witominie domu „Za Falochronem”, otwartego w 1973 roku. To nowatorskie jak na owe czasy przedsięwzięcie łączyło samodzielne mieszkania dla osób starszych z dostępem do opieki i rehabilitacji.
Małżeństwo Kosków (fotografia ze zbiorów muzealnych)
Losy małżeństwa Kosków splatają w sobie dwa ważne rozdziały historii Gdyni – przedwojenne budowanie polskiej obecności na morzu oraz powojenną pracę na rzecz mieszkańców miasta.Czy koło sterowe wróci na powierzchnię?
Odnalezione koło sterowe to wyjątkowy element konstrukcji statku. Jeśli potwierdzi się jego pochodzenie z ORP „Gdynia”, będzie cenną pamiątką zarówno przedwojennej żeglugi pasażerskiej, jak i tragicznych wydarzeń września 1939 roku.O odkryciu poinformowano właściwe instytucje. Nurkowie z Baltictech współpracują z Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni nad przygotowaniem operacji wydobycia koła wraz z kolumną.
Przedsięwzięcie zapowiada się jako wymagające. Konstrukcja przez dziesięciolecia pozostawała pod wodą, dlatego jej podniesienie musi zostać poprzedzone dokładną oceną stanu zachowania i odpowiednim przygotowaniem prac.
Jeśli uda się bezpiecznie wydobyć zabytek, może on w przyszłości wzbogacić muzealne zbiory i stać się jednym z najbardziej wymownych materialnych świadectw historii ORP „Gdynia”.
Na razie spoczywa tam, gdzie pozostawał przez kolejne dziesięciolecia – na dnie zatoki, zaledwie kilka kilometrów od współczesnego, tętniącego życiem Wybrzeża.
Koło spoczywa na dnie morza od dziesięcioleci (fot. Tomasz Stachura)
Odkrywcy opowiedzą o wszystkim w Muzeum Marynarki Wojennej
Niecodzienne znalezisko stanie się tematem specjalnego spotkania z cyklu „Nasze Sygnały” w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.W poniedziałek, 26 października o godz. 17:00 Aleksander Gosk, Tomasz Stachura i Tomasz Zwara opowiedzą o poszukiwaniach, odnalezieniu pozostałości ORP „Gdynia”, historii zatopionego statku oraz losach Stanisława i Jadwigi Kosków.
Spotkanie organizowane z udziałem środowiska nurkowego Baltictech będzie okazją do poznania odkrycia z perspektywy osób, które osobiście dotarły do podwodnego znaleziska. Nie zabraknie również opowieści o przedwojennej Gdyni, polskiej żegludze i wydarzeniach pierwszych dni II wojny światowej na Wybrzeżu.
Wydarzenie zastąpi wcześniej zapowiadane spotkanie poświęcone „okrętowi pięciu bander”, które odbędzie się w późniejszym terminie.
Spotkanie odbędzie się w poniedziałek, 26 października o godz. 17:00 w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni przy ul. Zawiszy Czarnego 1B.
Wstęp jest wolny.
Po ponad ośmiu dekadach od zatonięcia ORP „Gdynia” jego historia ponownie wychodzi na światło dzienne. Tym razem dzięki nurkom, którzy postanowili sprawdzić miejsce, w którym według archiwalnych dokumentów nie powinno już być niemal niczego.